Kto jest kim w Voo Voo
Twórczość VOO VOO i jego członków
To i owo na inne tematy

SFORA ZMOR

Zespół Voo Voo na scenie

     Zespół VOO VOO to nieustannie zmieniający się kalejdoskop dźwieków, kolorów, słów - wielobarwne ciało muzyczno-towarzyskie nie dające sie w żaden sposób zaszufladkować i opisać. Opisać można jedynie ślad jaki w danym momencie i w danym miejscu po sobie pozostawia - płyty, koncerty, teksty. Ogrom prowadzonych jednocześnie przez muzyków VOO VOO projektów stawia przed autorami oficjalnej witryny zespołu trudne zadanie starcia się z ponad setką płyt, dziesiątkami wywiadów, filmami i wspomnieniami artystów-przyjaciół zespołu. Nim prace te zostaną zakończone czytajcie zaczerpniętą z Encyklopedii Polskiego Rocka "nieoficjalną" historię zespołu VOO VOO, która ukazała się w 1997 roku.

     Zespół, który osobliwie połączył takie odrębne muzyczne światy, jak choćby rock spod patronatu Jimiego Hendrixa, piosenkę w stylu Toma Waitsa i przede wszystkim folk różnych kultur - co zapewniło mu miano jednego z najoryginalniejszych na polskiej scenie, jeśli wręcz nie najoryginalniejszego.

     Powstał w 1985 roku w Warszawie z inicjatywy gitarzysty, kompozytora i autora tekstów Wojciecha Waglewskiego (ur. 21 IV 1953) - wcześniej znanego z Bemibem i Osjana, a publiczności rockowej z sesji "I Ching" i supergrupy Morawski Waglewski Nowicki Hołdys, gdzie zaczął śpiewać. Voo Voo narodziło się z MWNH, jako że pierwszy skład dopełnili Andrzej Nowicki (bg; ur. 10 V 1953; wcześniej i później Perfect) i Wojciech Morawski (dr; eks-Breakout, Test, Porter Band), a ponadto Milo Kurtis (perc, tp). W roku 1985 - z Markiem Czapelskim (eks-Śmierć Kliniczna) zamiast Morawskiego - grupa wystąpiła na Festiwalu Muzyków Rockowych w Jarocinie, a w następnym przedstawiła album "Voo Voo", który już był manifestacją oryginalności Waglewskiego i jego partnerów. Płytę wypełnił cykl "Wizyt" i "Faz" mroczny, tajemniczy i niepokojący - ale fascynujący i piękny, a co najważniejsze nie prowokujący skojarzeń z żadnych z rockowych koryfeuszy z Zachodu. Kolejnym atutem "Voo Voo" była staranna, uwypuklająca walory artystyczne realizacja brzmieniowa.

     Wkrótce odeszli Nowicki, Kurtis i Czapelski. Nowy - i jak sam mówi właściwy - skład Waglewski sformował na wiosnę 1986, kiedy to do Voo Voo trafili bracia Jan (bg, b; ur. 29 I 1955; eks-Czerwone Gitary i Marek i Wacek) i Mateusz (sax, voc; ur. 6 X 1965; Tie Break) Pospieszalscy oraz Andrzej Ryszka (dr; ur. 2 II 1959; Tie Break; eks-Krzak). Pod koniec maja muzycy wystąpili w warszawskim klubie Remont, którego to koncertu zapis ukazał się na płycie zatytułowanej po prostu "Koncert" (87) - wypełnionej zarówno starym, jak i nowym materiałem, niezmiennie interesującym artystycznie, choć tym razem fatalnie zrealizowanym brzmnieniowo (dlatego świetne kompozycje z "Koncertu" pojawiły się później w nowych, staranniejszych wersjach dźwiękowych). Ponadto w roku 1986 zespół wystąpił na Rock Opolu, a w następnym opublikował jeszcze cztery utwory - "Bukiet myśli" i "Nie pytaj" na składankowym longplayu różnych wykonawców pt. "Przeboje na 'Trójkę'" oraz "A gdy będę miał dzwon" i "Spacer po Berlinie" na singlu. Te ostatnie wykorzystano w filmie "Trio" Pawła Karpińskiego. Kolejną płytą zawierającą muzykę Voo Voo była składanka "Radio nieprzemakalnych" (88), na którą trafiło "Stanie się tak, jak gdyby nigdy nic" - jeden z najlepszych utworów w całym dorobku grupy, i jeden z kilku, który miał cechy przeboju w podstawowym tego słowa znaczeniu. Zresztą "Stanie się tak, jak gdyby nigdy nic" zdobyło w roku 1987 niemałą popularność. W tym okresie Voo Voo dało popis podczas Jarocina '87, a ponadto koncertowało w Holandii, ZSRR (Dni Warszawy w Moskwie), Berlinie (na wielkim festiwalu z udziałem m.in. Bryana Adamsa i Jamesa Browna) i Szwecji.

     W tym samym roku co "Koncert" ukazała się druga płyta Waglewskiego i spółki. Płyta ta - "Sno-powiązałka" - ukazała zespół w znakomitej formie, snujący to dramatyczną, to łagodną, niemal półsenną opowieść, w której muzyka i teksty jeszcze mocniej niż wcześniej stanowiły wzajemne dopełnienie. Mimo że "Sno-powiązałka" przybrała charakter tzw. concept-albumu, kilka fragmentów - przede wszystkim "Esencja" i "Ja żyję" - mogło uchodzić wręcz za artystyczne wizytówki grupy, tak jak cała płyta za jej życiowe osiągnięcie.

     Od roku '87 w repertuarze Voo Voo znajdowało się słynne "Riders On The Storm" The Doors. Utwór ten, a także inne standardy - choćy "You Really Got Me" The Kinks (w bardzo hendrixowskiej wersji) i "Wild Thing" The Troggs - kwartet zaprezentował na koncercie Towarzystwa Przyjaciół Chińskich Ręczników Jerzego Owsiaka (w którego działalność był mocno zaangażowany) pt. Letnia Zadyma w Środku Zimy w styczniu '89 na Torwarze w Warszawie, co udokumentowała cała strona dwupłytowego albumu "Letnia zadyma w środku zimy". Inny ważny koncert Voo Voo w roku 1989 miał miejsce w czerwcu w katowickim Spodku, a odbył się w ramach imprezy o wymownym tytule Koncert Urodzinowy - 10 Lat Grupy Dżem.

     Na przełomie 1987 i 88 roku formacja - wyjątkowo bez M. Pospieszalskiego - nagrała "Zespół gitar elektrycznych" na którym przedstawiła muzykę prostszą, bardziej niż dotąd "skondensowaną", bliższą rocka w jego podstawowej postaci. Jednakże płyta " Zespół gitar elektrycznych" ukazała się dopiero w roku 1991. Do tego momentu kwartet zdążył wydać dwie płyty długogrające - "Z środy na czwartek" (89) i "Muzyka do filmu 'Seszele'" (90). Na pierwszej nieco słabszej od poprzednich, pojawiły się wyraźne elementy muzyki folkowej różnych krajów i różnych kontynentów (w tym reggae - "Do nieprzyjaciół"), choć w "Niedobitkach" Waglewski przyjął estetykę Toma Waitsa. Natomiast druga płyta zawierała trudną w odbiorze muzykę o charakterze ilustracyjnym (do filmu reżyserowanego przez Bogusława Lindę). Zresztą podobny charakter miały następne albumy Waglewskiego i jego partnerów - wśród których Ryszkę (w 1990 wyjechał na stałe do Kanady) zastąpił znany z Armii i Izraela Piotr "Stopa" Żyżelewicz (ur. 31 III 1965). "Mimozaika" z 1991 roku (gościnny udział Anji Orthodox z Closterkeller) przyniosła stonowaną muzykę (czasami mającą ducha Briana Eno) do inspirowanego malarstwem Edmunda Muncha spektaklu baletowego "Popioły" lubelskiego teatru Scena Ruchu; "Zaćmienie Piątego Słońca" z 1992 muzykę pełną niepokoju (i indiańskich zaśpiewów) do tak samo zatytułowanego dokumentalnego filmu o Meksyku.

     Trzy ostatnie, mało komunikatywne albumy oczywiście nie zainteresowały szerszej publiczności, a i stanowiły coś w rodzaju wyzwania nawet dla zagorzałych zwolenników Voo Voo. Zespół co prawda dalej był ceniony, ale już wzbudzał mniejsze emocje. Emocji tych nie rozpalił autonomiczny zbiór "Łobi jabi" z 1993 roku - rzec można folkowy, ujmujący naturalnością, ale poza "Frontem torowania przejść" bez znaczących nowych kompozycji, bo najsilniejszymi jego punktami były stare ("Flota zjednoczonych sił" i "Zatoka spokojnych głów"). Niemniej muzycy ciągle dużo koncertowali, w roku 1993 występując np. w finale Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy i Rock'n'rollowych Antylach we Wrocławiu, a także jeździli z cyklem koncertów akustycznych. Jeden z nich, w studiu Radia Łódź, trafił na płytę zatytułowaną "Koncert w Łodzi" (93) - mogącą się podobać ze względu na pełne polotu improwizacje, świeże aranżacje uwzględniające instrumenty smyczkowe, a wreszcie staranny repertuar z "Konstytucjami" Lecha Janerki (wykonywanymi przez zespół od lat, czasami nawet wspólnie z kompozytorem, jak na festiwalach w Jarocinie - chociażby w 1991 roku).

     "Koncert w Łodzi" potwierdził klasę Voo Voo, a o tym, że grupa ma jeszcze wiele ciekawego do powiedzenia, przekonał album "Zapłacono" z 1994 roku, nagrany z Senegalczykiem Mamadou Dioufem. "Zapłacono" okazało się jbodaj najbardziej rockową i zarazem najbardziej urozmaiconą płytą zespołu Waglewskiego, nawiązującego do Hendrixa ("Gdy będę miał 65") oraz korzystającego z formuły balladowej (np. "Czajnik", "Joszko"), po prostu rock'n'rollowej ("Łeboskłon") i niemal grunge'owej ("Świat jednonożny"). Album nie stał się bestsellerem, ale muzycy wychodzili na krajowe wielkie sceny. W roku 1995 Voo Voo wystąpiło na Rock Opolu i katowickich Odjazdach w Spodku, a przede wszystkim było gospodarzem wielkiego plenerowego koncertu 15 lipca w Kazimierzu Dolnym pt. Voo Voo W Kamieniołomach (z udziałem m.in. Martyny Jakubowicz i Homo Twist). Niemniej wydany w tym samym roku lbum "Rapatapa to ja" rozczarował i sprawiał wrażenie wymuszonego (choćby zobowiązaniami kontraktowymi wobec firmy Polton). Swoistym novum na tej płycie, znów nagranej z Mamadou, były skrecze w wykonaniu D.J.Janmariana ("Palcem po ścianie", "Bisz Bosz"), natomiast już niemal tradycją stało się wykorzystywanie przez muzyków starych kompozycji - w tym wypadku "Sprężyć krok". "Rapatapa to ja", promowane trasą koncertową w listopadzie i grudniu '95 przeszło niemal bez echa.

     W roku 1996 kwartet bał udział w koncertach Juwenalia w kilku dużych miastach Polski (np. w Warszawie w parku Agrykola), we wrześniu wystąpił w Pałacu Ujazdowskim w Warszawie uświetniając bankiet wydany przez pismo Fronda, a przede wszystkim nagrał album "Flota zjednoczonych sił" z wieloma zaproszonymi wokalistami - Janerką, Kayah, Stanisawem Sojką, Justyną Steczkowską, Tomaszem Lipnickim z Illusion, Kazikiem Staszewskim, Katarzyną Nosowską z Hey, Maćkiem Maleńczukiem z Homo Twist, Grzegorzem Turnauem. Płyta ta ukazała się w lutym '97 promowana przebojowym "Jak gdyby nigdy nic" w wykonaniu Nosowskiej oraz specjalnym koncertem w warszawskiej Stodole. Program "Floty..." dopełniało zaśpiewane już przez Waglewskiego premierowe "Środa w nocy".

     Swoistą mutację Voo Voo stanowił powstały z inicjatywy J. Pospieszalskiego zespół Małe Wu Wu, ktory na płytach "Małe Wu Wu" (88) i "Tam, tam i tu" (91) przedstawił piosenki dla dzieci również w wykonaniu dzieci, wśród których znalazł się Kuba Sojka - syn Stanisława Sojki. Do pierwszej dużo ciekawszej płyty - ciekawej choćby ze względu na elementy rapu - dołączona była gra planszowa.

     Bracia Pospieszalscy - oprocz Jana i Mateusza także Marcin - wydali album "Kolędy Pospieszalskich" (93). Mateusz ma na swoim koncie solową płytę pt. "Matika" (95) zawierającą m.in. muzykę do filmu "Balanga" Łukasza Wylężałka. W realizacji wspomnianych projektów Pospieszalskich uczestniczyli pozostali członkowie Voo Voo. Muzycy słyszalni są rownież z albumu "Tribute To Eric Clapton" (95). M. Pospieszalski (który ponadto współpracował ze Śmiercią Kliniczną, Sojką i Korą) skomponował muzykę, a Waglewski napisał słowa "Samej" Justyny Steczkowskiej. J. Pospieszalski prowadzi program telewizyjny "Swojskie klimaty".



Ostatnia aktualizacja witryny - 3 grudnia 1999
Jeżeli posiadasz jakieś informacje, nie uwzględnione powyżej skontaktuj się z autorem
(c) 1998, 1999 ABX