Kto jest kim w Voo Voo
Twórczość VOO VOO i jego członków
To i owo na inne tematy

Rockowe poezje
recenzja płyty Oov Oov
Rzeczpospolita
13 października 1998

   Wczoraj ukazał się najnowszy album supergrupy Voo-Voo "Oov-Oov", bodaj najważniejsza płyta polskiego zespołu, jaka ukazała się do tej pory w mijającym roku. Zespół kierowany przez Wojciecha Waglewskiego wydał premierowe nagrania w niezależnej wytwórni fonograficznej Music Corner. Wcześniej rozwiązał kontrakt z Warnerem. To kolejny dowód na to, że to co twórcze, powstaje poza komercyjnymi firmami fonograficznymi; że polski rock nie musi być bladym odcieniem zachodnich mód. Może mieć własne oblicze.

   "Oov-Oov" to błuskotliwe połączenie żywiołowości hard rocka, jazz rocka, free i hip hopu z liryzmem i poezją wysokiej próby. Niebanalnie potraktowanej przebojowości z wirtuozerią instrumentalistów oraz bogactwem muzycznych gatunków. Ukoronowanie rozpoczętej w 1986 r. działaności zespołu, który skomponował hymn Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy. To nie przypadek, że właśnie muzycy Voo-Voo w strojach Świętych Mikołajów zagrzewali w pamiętnym wideoklipie do udziału w charytatywnej akcji Jurka Owsiaka. Zawsze z dala od zgiełku rockowych list przebojów tworzyli związaną z alternatywnym nurtem kultury. Inspirując się folklorem i etnicznymi brzmieniami z najdalszych zakątków świata, z rockowego show potrafili uczynić nie pozbawione magii, bliskie atmosfery obrzędowości spotkanie: współudział publiczności jest dla nich najważniejszy od liczby sprzedanych płyt.

   Przekraczając granice ludzkiej obojętności, Voo-Voo za nic miało ograniczenia tradycyjnych form i gatunków. Muzycy komponowali tak, jak im w duszy grało. Filmową muzykę do "Seszeli", debiutu Bogusława Lindy, rapowe rytmy dla dzieci na płycie "Małe WuWu Tam Tam i Tu" czy muzykę teatralną dla lubelskiego Teatru Scena Ruchu.

   Trwający 50 minut album tworzy 7 rozbudowanych kompozycji. "Dwa w jednym" utrzymane jest w mrocznym klimacie. Drży elektryczna gitara, w tle zawodzi przeraźliwy świst fletu. Ta muzyka wyraża niepokój, który przynosi noc. Waglewski śpiewa o tym, jak nie może zasnąć jeden z jego snów. Trąbka Ziuta Gralaka i saksofon Mateusza Pospieszalskiego, lirycznie dialogując wprowadzają w intymny klimat refrenu "Nut, dźwięków". Przełamuje go agresywna perkusja w stylu pierwszego albumu SBB i dabująca partia basu. Pojawiają się klimaty free jazzowe i grane z furią przez kilka minut gitarowe solówki.

   Chwilę wytchnienia przynosi "Wzgórze" duet Kasi Nosowskiej i Wojciecha Waglewskiego, z bardzo wigilijnym, świątecznym tekstem. "Cudnie" jest powrotem do łagodnego brzmienia gitarowych zespołów lat 60. "Pusz się", to muzyczny hołd oddany tworczości King Crimson. Waglewski wzorem Roberta Frippa gra obsesyjnie powracający katarynkowy motyw gitarowy. O tym, że jest to muzyka współczesności, przekonują skrecze DJ-a Mada. Płytę zamyka "Będę żył", rockowa fantazja na temat flamenco.
 

Jacek Cieślak



(c) 1998 Rzeczpospolita